Trudny egzamin z chrześcijańskiej miłości – ks. A. Korczago

Zaakceptowanie kary śmierci z perspektywy duszpasterstwa oznaczałoby wyznaczenie granic służbie, którą powinna cechować otwartość. Duszpasterstwo ma rację bytu tak długo, jak długo Bóg kocha ludzkość. Nie ma jednak możliwości dookreślenia komu ta miłość przysługuje, a komu należy jej odmówić. Niezwykle dosadnie ujął to ewangelicki teolog XX wieku Karol Barth, w kontekście nauki o usprawiedliwieniu: „Człowiek może upaść, jeśli sprzeciwia się Bogu, a mianowicie upaść na podłoże bez dna. Ale w tym upadku na podłoże bez dna nie może wypaść z objęć Bożego panowania, a zatem także prawa, by Bóg nad nim i dla niego panował. Człowiek nawet w najbrudniejszych myślach, słowach i czynach, w najokropniejszym zapieraniu się Boga i przeinaczaniu swojej natury, także w utracie swego prawa człowieczeństwa i swej człowieczej godności, przebywając na najniższym pokładzie piekła ─ niezależnie od tego, co by to miało dla niego oznaczać ─ pozostaje przez Boga wybrany i stworzony, i jako taki znajduje się w Bożej dłoni, nie ograniczając Bożego prawa do niego, ale jest w zupełności podporządkowany Bożej sprawiedliwości”. Wyznaczanie kary śmierci jest zatem wkraczaniem w Boże kompetencje. Czy mamy do tego prawo? Nadto ludzki sąd bywa „fałszywy lub krzywy”. Pojawiają się dramatyczne pomyłki, które ujawniane są po latach. Duszpasterskie towarzyszenie natomiast stanowi szansę dla każdego człowieka, bowiem wychodzi z założenia, że kondycja człowieka nacechowana jest potknięciami, popełnianymi błędami, uchybieniami, porywczością, gwałtownością, skłonnością do złego i wymaga Chrystusowej korekty.

Chrystusowa korekta osadza się na orędziu przebaczenia, jakie głosił Jezus oraz na Jego wstawienniczej śmierci, która jest podstawą szukania, jak i uzyskania przebaczenia. W swych błogosławieństwach z kazania na górze Jezus zachęca do miłowania nieprzyjaciół i oczekuje kreatywnego, a zarazem innowacyjnego rozsadzenia skamieniałej logiki za­dość­uczy­nienia. Zachęta do miłości wroga znajduje swe uza­sadnienie w stosunku Boga do czło­wie­ka. Bóg nie po­stępuje według prawa odwetu, dlatego też ci, którzy mają nadzieję być nazwani jego synami, winni wkraczać w Jego ślady. Nakaz miłości, aż po miłość wroga, jest sumą Jezusowego posłannictwa o prze­ba­cze­niu, a za­ra­zem centrum kazania na górze. Człowiek w konfrontacji z Bogiem zawsze jest grzesznikiem, winowajcą, zdanym na Boże przebaczenie, które uwalnia go i uzdatnia do prze­ba­czania innym. Duszpasterstwo, które powyższe traktuje na poważnie będzie charakteryzowało się gotowością wyciągnięcia dłoni w stronę raniącego sprawcy i to niezależnie od jego gotowości przyznania się do popełnionych czynów i przeżywania za nie żalu. Motywacją do takiej postawy będzie wiara w transformacyjną siłę przebaczenia, które jest niezwykle istotną kategorią duszpasterskiego oddziaływania. Bez kreatywnego aktu przebaczenia nie ma mowy o kresie spirali gwałtu i zakłóceń w międzyludzkich relacjach, co stanowi szansę na pojednanie, a zatem umożliwia przeżywanie zmartwychwstania.

Powyższe nie ma nic wspólnego z pobłażaniem sprawcy, ze zbagatelizowaniem dokonanych czynów, z przedawnieniem czy niepoważ­nym traktowaniem, a nawet ignorowaniem ofiary, a w konsekwencji, choć wydawać się to może paradoksalne, z ignorowaniem samego sprawcy. W duszpasterstwie niezwykle istotne jest konsekwentne i adek­­watne nazwanie uczynionej krzywdy, gdyż tylko tak rodzi się skrucha i żal, a zarazem szansa na zaistnienie przebaczenia i odnowę relacji.

Wierzyć w Boże przebaczenie można jednak jedynie wtedy, gdy się doświadcza go na płaszczyźnie między­ludz­kich kon­taktów. Z tego wynika, że chrześcijańskie społeczeństwa, Kościoły, niosą na swych barkach ogromną odpowiedzialność. Jeśli chrześcijanie nie tworzą społeczności, w której rzeczą samo przez się zrozumiałą, jest przebacza­nie sobie nawzajem, wówczas posłannictwo o Bożym darze pozostaje abstrakcyjne i dalekie od życia. Pozostawia niewiele śladów, gdyż jest zbyt mało zauważalne. Tylko społeczeństwa, Kościoły, w których dochodzi do przebaczenia, mogą przekonująco proklamować treści z nim związane. Naśladowanie Chrystusa zakłada wzajemne przebaczanie „jak i my odpuszczamy naszym winowajcom”, będące nie­ustającym zadaniem chrześcijańskich społeczeństw, jak i Kościołów wszechczasów. Nie tyle chodzi o opowiadanie o Bogu, co pełne miłości zbliżenie się do drugiego człowieka, do jego nieubarwionej rzeczywistości życia, prawdy o jego egzystencji, by fasady i maski zostały usunięte, a otwarta została przestrzeń przyjęcia prawdy o winie, nędzy i lęku. Tym samym duszpasterz powinien proponować uwolnienie z matni, wydobycie z mrocznego zaułka winy.

Oczywiście kara śmierci znacznie ułatwiałaby umykanie przed konfrontacją z niezwykle trudnymi zadaniami towarzyszenia oprawcom, stanowiłaby swego rodzaju pójście na łatwiznę. Nie ulega wątpliwości, że duszpasterskie towarzyszenie zbrodniarzowi należy do jednych z najtrudniejszych wyzwań duszpasterskich. Jest pełnym wymogów, niezwykle ważnym, egzaminem z chrześcijańskiej miłości. Czy go zdamy?

ks. dr Adrian Korczago (teologia praktyczna)