Szacunek dla życia – ks. P. Mendroch

Jeden z największych chrześcijan naszych czasów – lekarz, teolog i filozof – Albert Schweitzer powiedział: „Etyka jest bezgranicznie rozszerzoną odpowiedzialnością wobec wszystkiego, co żyje.” Ta wypowiedź przypomniała mi się w chwili, gdy na nowo, w naszym chrześcijańskim kraju, rozpoczęła się dyskusja o karze śmierci. Schweitzerowska myśl, przełożona na język Nowego Testamentu, znaczy: miłość. Miłość właśnie powinna być podstawą myślenia i wszelkiej dyskusji na temat życia. Ona wcale nie jest banalna, ale raczej w całym życiowym zabieganiu i chęci panowania jednych nad drugimi stała się zapomniana, a może niewygodna. Schweitzer pisze: „Nie wolno nam nigdy otępieć. Jesteśmy w prawdzie, jeśli coraz głębiej przeżywamy konflikty. Dobre sumienie jest wynalazkiem diabła.”(Kultur und Ethik).

W swoim myśleniu zwykle stopniujemy wartość życia. Najwyżej cenimy życie ludzkie. Przykazanie „Nie zabijaj” to nie tylko zakaz zadawania śmierci drugiemu człowiekowi. Ono zawiera w sobie także sens pozytywny, bo wzywa do poszanowania ludzkiego życia i jego potencjału, do nieszkodzenia bliźniemu w taki sposób, który mógłby pełnię jego życia pomniejszyć, zubożyć. Kto to przykazanie bierze na poważnie, ten decyduje się walczyć z nienawiścią w samym sobie.

Do pozytywnej treści przykazania „Nie zabijaj” należy troska o ludzkie życie. W tym sensie każdy lekarz, pracownik służby zdrowia jest wykonawcą tego przykazania. Nie można także znaleźć usprawiedliwienia dla eutanazji. Odnosi się to również do życia poczętego, a jeszcze nienarodzonego. Troska o życie ludzkie jest obowiązkiem każdego człowieka.

Skrajnym przypadkiem, w którym przykazanie „Nie zabijaj” ulega zawieszeniu, jest samoobrona (w granicach konieczności) i wojna obronna. Zaś ostatnim przykładem jest kara śmierci wymierzona i wykonywana w majestacie prawa. Jej zniesienie musi zostać utrzymane, choćby tylko ze względu na możliwość pomyłki sądowej, która w takim wypadku jest nie do naprawienia. A ponad tym musi „panować” miłość i nadzieja.

Przed z górą piętnastu laty spotkałem w zakładzie karnym człowieka, który został osadzony z wyrokiem śmierci. W momencie zatrzymania miał dwadzieścia jeden lat. Popełnił zbrodnię – zabił człowieka. W jego obronie stanęli sąsiedzi, mimo, że zabił sąsiada. Rada Państwa (dawne czasy minionego systemu) zamieniła wyrok na dwadzieścia pięć lat. W momencie, kiedy go spotkałem „przesiedział” już szesnaście lat. Jest alkoholikiem. Przeszedł dwie terapie. Pozytywne zmiany, jakie zaszły w jego myśleniu i zachowaniu były wielkie. Sąd dostrzegł pozytywy i po prawie dwudziestu latach wyszedł na wolność. Początki życia na wolności były trudne, jednak dzięki życzliwości i pomocy nowego środowiska, w jakim się znalazł, wszystko zmierza ku dobremu. Otrzymał pracę, poznał kobietę (wdowę z dziećmi). Pobrali się. Jest odpowiedzialnym pracownikiem i dobrym mężem troszczącym się o dzieci. Stanowią dobrą, kochającą się rodzinę. Jestem z nimi w stałym kontakcie. Oczywiście, że są problemy. Ale gdzie ich nie ma?

Jeszcze raz odwołam się do Alberta Schweitzera: „Etyka szacunku dla życia nie uznaje żadnej etyki relatywnej. Tylko to uważa za dobre, co służy utrzymaniu i rozwijaniu życia. Wszelkie niszczenie i szkodzenie życiu, w jakichkolwiek okolicznościach miałyby one miejsce, określa ona jako złe… Nie wolno nam nigdy otępieć.”(Kultur und Ethik)

ks. Piotr Mendroch – kapelan więzienny